Text Size
środa, lipca 30, 2014

Zapraszamy na nasz kanał YOUTUBE

Ludzie z mgły... alkoholu

człowiek z wypału

Bieszczady... Jedyny w Polsce swoisty region, gdzie walka na kufle i „walenie w palnik" to szczyt uduchowienia człowieka, gdzie pod wpływem zamętu w głowie tworzono piękne wiersze, rzeźby, obrazy, ikony, czy piosenki, które obecnie  śpiewamy w całej Polsce, nawet nie wiedząc, gdzie powstały. Tutaj, ludzie często bezimienni, uciekinierzy z miast, przed sądami, nieudanymi związkami i alimentami, zrażeni rządem lub systemem, jaki panował, a czasem z wyboru, by móc się zatracić w surowej i jakże niegościnnej (wtedy) przyrodzie Bieszczad, by nie umrzeć z zimna, czy żalu, często z rozpaczy, zatracali się w alkoholu, na okrągło do zapomnienia, na zatracenie.  

 

''Rancho" w Wetlinie, „Baza Ludzi z mgły” czy „Siekierezada" w Cisnej - to lokale, których ściany przesiąknięte goryczą alkoholu, solą niewypłakanych łez człowieka, mogłyby niejedno nam powiedzieć. To tutaj siadali przy ławach ludzie zmęczeni życiem, którym nawet w najbarwniejszych snach i wizjach się nie śniło, że kiedyś ich fotografie i życiorysy będą tematem albumów, legend, że będą na sprzedaż. A życiorysy ich nie zawsze były literackie, czy warte pochwały. Często wiele trzeba by było ukryć z tych czy tamtych czasów. Ale tak się tworzy legendy - czego nie można powiedzieć, trzeba dorysować. Może i tak jest lepiej. Doczekało już niewielu z nich. Teraz po latach lepszych, ale znacznie częściej gorszych, czas nadszedł dla nich łaskawy. To tutaj kult alkoholu, był silniejszy od rodziny, o której „wypadało" zapomnieć, od bliskich, od przyjaciół. Niejedno życie ludzkie tutaj zmarnowało się dzięki „demonowi" zaklętemu w butelce. Niejeden umysł zrobaczywiał i poszedł na stracenie. Upadłe Anioły - tak by nazwano obecnie tych ludzi.

Wystarczy wstąpić do „Siekierezady", by otrzeć się o alkoholowe wizje. Ze ścian patrzą na nas demony, diabły i potwory widziane w alkoholowych omamach, widziane oczami zza kufla i flaszki. w Siekierezadzie

Syty człowiek nie zrozumie głodnego, abstynent - alkoholika. Jedno jednak jest pewne, że bez jedzenia człowiek nie może przeżyć, bez alkoholu - TAK. Gdy ktoś przestaje pić całkowicie, jest trzeźwiejącym alkoholikiem i nie wstydzi się, nie boi powiedzieć - TAK, JA JESTEM ALKOHOLIKIEM. Widzi często szok i popłoch w oczach innych. A przecież ktoś, kto pił na zatracenie, kto stracił przez alkohol bliskich, kto chodził i żebrał o kilka groszy na najpodlejsze wino, kto spał po rowach, sprzedawał, co miał - i wtedy się tego nie wstydził, to dlaczego teraz ma się wstydzić, że nie pije. A przecież jest nadal alkoholikiem, bo zdaje sobie wciąż sprawę, że wystarczy odrobina alkoholu i demon powraca. Nie wstydźmy się powiedzieć: nie, ja nie piję. Nikt nie wie z nas, kiedy może przekroczyć granicę upadku.
I jak nam przyszło doczekać , nawet tutaj w Bieszczadach - że Bieszczady trzeźwieją. Ci, którzy stworzyli mit pijanego Zakapiora, podnoszą się mozolnie z kolan i żegnają Upadłego Anioła. Ci ludzie - twardzi i niepokorni, drwale, wypalacze węgla drzewnego, wozacy, odmieńcy i artyści. Chodzące legendy i „naprawiacze świata" trzeźwieją. A świat bieszczadzki wokół nic brzydszy nie jest, nie uboższy, czy mniej barwny. Wręcz przeciwnie, ma więcej barw, sytości kolorów i ich jaskrawości, tyle ma smaków i zapachów. Przyszedł czas zmian w ludziach TEJ ZIEMI. Rosną legendy, ubywa przyjaciół i barwnych postaci bieszczadzkiego krajobrazu. Coraz więcej twarzy nowych, nowych możliwości, to i picie już nie to samo. Jakby piwo i wino było gorsze? A może to piwo już nie to samo. Bo chemią pędzone, by szybciej mógł ktoś je w gardło rozpalone wlać? Może lepiej przestać pić, bo kiedyś po całonocnym pobycie w „Siekierce" bolała tylko głowa, a teraz może by nawet człowiek wylądował w szpitalu? Myślą już teraz doświadczeni życiem ludzie. Nie warto, póki człowiek jeszcze zdrowy. Nie warto lać w siebie z własnej woli trucizny i chemii, której wokół i tak wiele. Bo kiedy poddamy się i nie walczymy o władzę nad naszą wolną wolą, dopadają nas demony: gorzoły, narkotyków, przypadkowego seksu.
Kapliczka szczęślwego powrotuGdy tak siedzę tutaj przy ognisku, wśród ziół zapachu, kwiatów, kiedy grzebię ziemniaki w popiele, a w kroplach niedawno spadłego deszczu widzę zieleń i niebo - dopada mnie straszny żal. Taki, który aż boli. Że ucywilizowany obecnie człowiek kieruje się prymitywnymi pobudkami. Że, mając wybór dobra i zła, wybiera zło. Świadomie. Notoryczny alkoholik, znęcający się nad rodziną, przystępuje do sakramentu spowiedzi i Komunii Świętej, a po wyjściu z Kościoła kieruje prosto swe kroki do najbliższego baru piwnego. Jaka jest tutaj miara grzechu i jego usprawiedliwienia? Pewnie każdy z nas zauważył, że co jak co, ale w niedzielę pootwierane są bary piwne, pijalki, drink bary. A najlepiej, jak są zaraz przy Kościele, a niedziela to najlepszy dzień do interesu. Popatrzmy na wioski - tam prosto z mszy panowie jeszcze w „kościelnych garniturach" siedzą przy kuflach.

 Popatrzmy na jakiekolwiek imprezy - sportowe, muzyczne. Obok sceny, stadionu w pierwszej kolejności stawiane są parasole, ławki i stoliki do piwa. Kiedy zadałem pytanie organizatorowi jednej z dużych imprez, dlaczego nie wystawi cateringu za teren imprezy, szczerze odpowiedział „Tak, jestem wkurzony, bo po każdej z takich imprez pełno syfu i dziadostwa, ale jak nie będę tutaj miał piwa, to kto mi przyjdzie?”. I w ten sposób pijące społeczeństwo zaszufladkowało nas wszystkich do osób, które nic przeżyć nie umieją bez „browarka" czy wódeczki. Że nie uda nam się przeżyć imprezy, jej odebrać na trzeźwo. Umiejętnie nas wkomponowano w tło pijących. Fakt - mamy wybór. Naszą wolna wolę. Możemy nie pić, bawić się, nie podkręcać naszych doznań alkoholem. Nasza WOLNA WOLA. Tylko zanim my, dorośli, ukształtujemy tę wolna wolę, to nasze dzieci przyzwyczają już oczy, że impreza to i piwko. Że tradycja to impreza piwna i bogata oferta koncernów piwa, tytoniu. Ofensywna polityka koncernów piwnych i alkoholowych, w swej masowości zatraca smak i kulturę picia. Drżymy, że może dojdzie do tego, że do lizaka otrzymasz gratis w postaci szklanki do piwa. Kapliczka pamięci w Cisnej

Miejmy jednak NADZIEJĘ, jak to wyśpiewał w „ BOHEMIE" Rafał Nosal, „a nadzieje w nas nie miną, nadzieje w nas nie zginą". Nie uda nas się tak do końca oddać w skrzydła Czarnego Anioła.

Zakapiory, ci z Bieszczad, bo ich od pewnego czasu obserwuję, którzy niejedno widzieli i przeszli - stawiają na trzeźwość. Jeden po drugim przestaje pić. Nie dlatego, że zdrowie mu już nie pozwala, bo zdrowia im można pozazdrościć, ale dlatego, że taka jest ich wola. Nie są przez to mniej szanowani, mniej znani czy uważani. Przeciwnie, przy ich osobach właśnie skupia się coraz więcej ludzi, którzy z nałogiem walczą, borykają się ze swoja niemocą. Patrzą, słuchają, uczą się, wyciągają wnioski. Może dla nich przyjdzie ten czas, że posiedzą w „Siekierezadzie" , ale przy herbacie z cytryną. Trzeba wierzyć. Wierzyć, że nasza wola jest wolą pogodzonego z życiem człowieka, że nie trzeba nam zakładać „różowych okularów alkoholu" by świat był ciekawszy. Przecież wszystko jest wokół, ciekawe, barwne, piękne, nietuzinkowe - tylko nie zatruwajmy sobie zmysłów.

Starajmy się być nie tylko ekologami dla Matki Ziemi, ale i dla siebie. Unikamy konserwantów i uzdatniaczy, sztucznych barwników i literek w składzie produktu. To przez moment pomyślmy nad tym co zrobione zostało, by szybko wyprodukować bekę piwa, wina czy wódki.

Na koniec, przy okazji miesiąca trzeźwości, jakim jest sierpień, pozwolę sobie, za zgodą autora, zacytować tutaj wiersze Adama Ziemianina - poety, który wie, co to Upadły Anioł i Nieszczęśliwy, ale wie też, co to Anioł Szczęśliwy - Zachmielony Bieszczadem.

 

 

 

Bieszczady 2009
Nie pozostaje
Mi nic innego
Jak tylko
Od połonin
być zawianym
Całkiem
Na trzeźwo
Trudno bowiem
Przeżyć
sierpniowe
Bieszczady
Zwłaszcza
Z aniołami


Przemysław Chmielewski